Logo Fundacja

Recenzje

kup bilety online

W inscenizacji Krystyny Jandy w Och-Teatrze każda rola jest perełką!

Jedna z tak zwanych prawd oczywistych głosi, że nic nie trwa wiecznie. Taaak? A „Klub kawalerów” autorstwa Michała Bałuckiego? Prapremiera tej sztuki odbyła się 20 sierpnia 1890 roku w Teatrze Miejskim we Lwowie. Jakby nie liczyć, to już ponad wiek, a dodatkowo jeszcze sporo ponad ćwierć kolejnego, ciągle grana jest przy salach wypełnionych żywiołowo reagującą publicznością.

A tak już na poważnie, to: gdzie tkwi tajemnica tej długowieczności? Według mnie w prostocie i naturalności fabuły. To jest temat numer jeden gatunku ludzkiego. On/ona kocha ją/jego. Obiekt westchnień oczywiście też, ale gra twardziela/ niezdobytą twierdzę i obie płcie udają, że w ogóle nic ich ta adorująca osoba nie obchodzi. Tylko od inwencji autorów zależy co się wydarzy od pierwszych fochów do szczęśliwego zakończenia. Znacie to? Znamy! No to oglądamy i cieszymy się z tego co widzimy, tak jak publiczność na premierze „Klubu kawalerów” wyreżyserowanych przez Krystynę Jandę w Och-Teatrze.

Po raz nie wiem już który, Krystyna Janda zaimponowała mi wyczuciem chwili, maestrią artystyczną i tym, że ściga się sama ze sobą i znowu wygrywa!

Całkiem nie dawno TV przypomniała inscenizację „Klubu kawalerów” w jej reżyserii, zrealizowaną dla Teatru TV w 2001 roku. W czasie jej oglądania, po raz kolejny zachwycałem się grą zespołu aktorskiego, który na modłę sportową można by nazwać mianem „Galácticos” i gdzieś z tyłu głowy pojawiała się myśl, że lepszej inscenizacji już nie zobaczę. No i znowu zadziałała żelazna zasada, aby nigdy nie mówić „nigdy”.  

Jak wiadomo Och-Teatr ma bardzo specyficzną i trudną zarówno dla twórców, jak i wykonawców scenę. Widzownie siedzą po jej dwóch stronach i właściwie nie wiadomo, gdzie jest przód, tył, a gdzie jej boki. Zawsze pojawia się dylemat, jak zaprojektować dekoracje, aby zminimalizować części widzów dyskomfort oglądania akcji. To samo dotyczy gry zespołu aktorskiego. Jakby się nie ustawiać, to część widzów będzie oglądała aktorkę/aktora z przodu, a część z tyłu, a w najlepszym razie z boku. To warunkuje ciągłą mobilność występujących.

Najnowsza inscenizacja „Klubu kawalerów” jeszcze przed rozpoczęciem zapowiada się fantastycznie. Po wejściu na widownię znajdujemy się w kawiarni z końca XIX wieku, z krzesełkami, stoliczkami i stojącymi na nich lampkami, czyli wnętrzu jakie można jeszcze zobaczyć w czeskiej Pradze, Wiedniu czy gdzieniegdzie w naszym Krakowie. Do tego wspaniałe witraże zajmujące jedną ze ścian. Niski ukłon dla Zuzanny Markiewicz za pomysł i jego zrealizowanie. W drugiej części scenografia zmienia się, ale jest równie znakomita. Dzięki niej aktorzy zyskali swobodę poruszania się i grania na wszystkie strony. Ale uwarunkowania techniczne sceny to nie jedyna „pułapka” jaka czyha w tym spektaklu na aktorów, a szczególnie na aktorki. Tomasz Ossoliński przygotował stroje z epoki. Nie żadne imitacje udające ówczesne ubiory, tylko autentyczne, uszyte przez mistrzów długie, ciężkie suknie, gorsety, sznurowane butki, a do tego Marta Galik zaprojektowała dla każdej z pań cudowne kapelusze. I w tym „rynsztunku” trzeba było bardzo intensywnie poruszać się, uważając przy tym, aby nie zaplątać się przy wchodzeniu na scenę i schodzeniu z niej. Panowie też nie mają lekko w fantastycznych, wielowarstwowych strojach z epoki, ale za to jak wyglądają! To jest naprawdę duża sztuka umieć odpowiednio poruszać się w takich strojach. Ba! Nie tylko tak jak to robiono w tamtych czasach, dostojnie chodzić, ale również tworzyć roztańczone korowody, przewijające się przez scenę. Emil Wesołowski (choreograf) na pewno nie ułatwił życia zarówno paniom, jak i panom, ale to co zaproponował i co wykonuje zespół artystyczny jest ucztą dla oczu!

W inscenizacji Krystyny Jandy w Och-Teatrze każda rola jest perełką! Zapewniam Państwa, że po obejrzeniu tego przedstawienia w miłym towarzystwie, będziecie Państwo mieli ogromny problem we wspólnym ustaleniu, kto Wam się podobał najbardziej. Ja doszedłem do wniosku, że najlepsi byli i najbardziej mi się podobali ci, którzy byli na scenie w danym momencie. A na pojawienie się innych czekałem z utęsknieniem. To prawdziwa magia reżyserii i gry aktorskiej!

Przytoczę obsadę w całości, bo każde wyróżnienie kogokolwiek, byłoby jawną niesprawiedliwością dla pozostałych artystek i artystów. I tak:

Izabela Dąbrowska wcieliła się w Pelagię Dziudziulińską, Justyna Ducka w Pannę Mirską, na premierze „wdówką” była Monika Fronczek (w dublurze z Agnieszką Sienkiewicz-Gauer), Maria Seweryn gra Panią Mirską – Matkę, Tomasz Drabek był fenomenalnym Nieśmiałowskim, Maciej Karbowski – Topolnickim, Aleksander Kaźmierczak pierwszym Kelnerem, Adam Krawczuk – Wygodnickim, Józef Mika drugim Kelnerem, Rafał Rutkowski znakomitym Piorunowskim, tak jak Maciej Wierzbicki Prezesem Sobieniewskim – Wujciem, a Michał Zieliński wzbudzał absolutny zachwyt i burzę braw jako Motyliński. 

Zdumiewającym jest fakt rozdźwięku między życiem prywatnym Bałuckiego, a jego twórczością, ze szczególnym uwzględnieniem „Klubu kawalerów”, bijącym przecież od tylu już lat rekordy frekwencji. Realny świat był dla Bałuckiego krańcowo różny od tego stwarzanego przez niego w utworach. Życie było dla Bałuckiego okrutne, zaś tekst jest zabawny, fabuła prosta i przewidywalna od początku do końca, role rozpisane fantastycznie, dają możliwość „wykazania się” aktorsko całej obsadzie. Postacie sympatyczne, chociaż nie upierałbym się, że można je nazwać super inteligentnymi czy mądrymi życiowo. A problemy damsko-męskie, jak już wspomniałem, były, są i chyba będą naszą codziennością, więc każdy chętnie zobaczy jak sobie z nimi radzą inni, tym bardziej, że przezabawnych sytuacji nie brakuje. 

Dla mnie utwory Fredry czy Bałuckiego mają jeszcze dodatkowy walor, jakim jest cudowny urok i wdzięk języka jakim są pisane, ale mam świadomość, że świat się zmienia. Szczególnie ostatnimi czasy, przy obłędnych technologiach i szalejących mediach społecznościowych, młodzi ludzie coraz rzadziej zaglądają do dawnych tekstów. Sam wielokrotnie byłem mocno skonsternowany, gdy okazywało się, że moi młodzi interlokutorzy nie znają różnych słów, zwrotów czy – o zgrozo – fundamentalnych dla kultury nazwisk! Przypuszczam, że podobne spostrzeżenia musi mieć Krystyna Janda, która w tej inscenizacji zastosowała do spółki z Szymonem Majewskim majstersztyk reżyserski. Kilkakrotnie, przy przygaszonych światłach, z offu, głosem zawodowej lektorki naukowych czy przyrodniczych tekstów czyta napisany przez Majewskiego słowniczek trudnych dla młodego pokolenia zwrotów użytych w tekście Bałuckiego. Zarówno sam pomysł, jak i czytane teksty, to jest wisienka na tym i tak przepysznym torcie jakim jest „Klub Kawalerów” Michała Bałuckiego, wyreżyserowany przez Krystynę Jandę w Och-Teatrze. To jest tak zwana „lektura obowiązkowa”. Jeżeli chcecie Państwo radośnie wyśmiać się za wszystkie czasy, ale równocześnie zadumać nad trwałością pewnych zachowań gatunku ludzkiego, ten spektakl, w tej reżyserii i w tej obsadzie nadaje się do tego wprost idealnie. Sprawdźcie Państwo!

Krzysztof Stopczyk, www.e-teatr.pl/okiem-obserwatora-klub-kawalerow-66305

Mecenas Technologiczny Teatrów

billenium

Doradca prawny teatrów

139279v1 CMS Logo LawTaxFuture Maxi RGB

PARTNER OCH-TEATRU

maxfilm

WYPOSAŻENIE TEATRÓW DOFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW

mkidn

PREMIERY W 2026 ROKU DOFINANSOWANE PRZEZ

Warszawa-znak-RGB-kolorowy-pionowy

PATRONI MEDIALNI

Wyborcza logo Logo poziom kolor Rzeczpospolita duze new winieta spis 2rgb logo czarneZasób 120

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

05 Logo MKiDN kolor biale tlo CMYK-01
Z OSTATNIEJ CHWILI !
X