Monika Garbarczyk
Drogi Czytelniku! Zachęceni sukcesem spektaklu „To nie jest kraj dla wielkich ludzi”, zaprezentowanego przed dwoma laty podczas Gliwickich Spotkań Teatralnych, chcemy zaprosić Cię na kolejny one-man show w wykonaniu Rafała Rutkowskiego i w reżyserii Michała Walczaka. Mowa oczywiście o „Ojcu polskim” wystawianym pod szyldem warszawskiego Teatru Polonia. Zapraszamy!
W dzisiejszym numerze naszego pisma postaramy się przyjrzeć bliżej polskiemu ojcu i „Ojcu polskiemu”. Jak wygląda? Czym się zajmuje? Gdzie spędza wakacje? Na te i inne pytania odpowiedź znajdziecie w kolejnych akapitach.
Zaczynamy od wizerunku. Każdy doskonale wie, jak wygląda polski ojciec. Dżinsy, flanelowa koszula (koniecznie w kratę!) z rękawami podwiniętymi poniżej łokcia. Właśnie taką postać możemy oglądać w „Ojcu polskim”. Jednak bohater spektaklu w kraciastym stroju nie jest zwyczajnym ojcem. Wkracza na scenę, staje w świetle reflektorów i w tym momencie zamienia się w prawdziwą gwiazdę wieczoru – wodzireja, który zwyczajnymi opowieściami o swojej roli społecznej potrafi zainteresować każdego widza. Jednocześnie, w międzyczasie, robi użytek ze wszystkich przedmiotów, które go otaczają: kurtyny, schodów, a nawet termosu.
Teraz skupimy się na miejscach, w których przebywa bohater naszego dzisiejszego wydania. Na wakacje polski ojciec najchętniej wybiera morze (również polskie) albo jakiś niezbyt drogi zagraniczny kurort, który musi być jednak na tyle egzotyczny, aby wzbudzał zazdrość w koleżankach żony. Oczywiście na wakacje należy zabrać dzieci i wszechwiedzącą teściową, która urozmaici pobyt. Poza okresem wakacyjnym polskiego ojca możemy spotkać: na porodówce w oczekiwaniu na upragnionego potomka, w pokoju syna (jeśli mamy do czynienia z nieco starszym ojcem), na placu zabaw, gdzie wygłasza swoje prywatne teorie na tematy życiowo-rodzicielskie czy przed telewizorem (ale to taka oczywistość, że aż wstyd wspominać).
Na zakończenie dzisiejszego numeru zwrócimy uwagę na formę przedstawienia wybraną przez twórców „Ojca polskiego”. W kontaktach z większą publicznością aktor wcielający się w tytułową rolę wzoruje się na amerykańskim stand-up Komedy – efektownie nawiązuje kontakt z widownią. Dzięki zindywidualizowaniu tekstu nasza lokalna społeczność ma poczuć się wyjątkowo. I rzeczywiście publiczność nabiera odwagi, swobodnie porozumiewa się z aktorem, bez skrupułów podrzuca mu ciekawe tematy. Kobiety w ciąży są nawet zdolne do tego, aby udawać własnych mężów! W pewnym momencie na teatralnych deskach obok polskiego ojca możemy nawet zobaczyć widzów, którzy mają ewidentne „parcie na scenę”. Jednak polski ojciec nie jest amerykańskim ojcem (i chwała mu za to), więc i stand-up nie jest całkowicie amerykański. „Ojciec polski” w swej interaktywności nie przekracza pewnych teatralnych granic, a publiczność nie gwiżdże i nie manifestuje swojego niezadowolenia.
Podsumowując dzisiejszy numer, pozostaje tylko dodać, że one-man show w wykonaniu Rafała Rutkowskiego jest świetną zabawą – zabawą alternatywą dla osób, które nie lubią typowych monodramów, porcją świetnego humoru i popisem fantastycznych umiejętności aktorskich. Dlatego za improwizację i zdolność obserwacji aktor dostaje od naszej redakcji wyróżnienie miesiąca.
Monika Garbarczyk
Źródło: www.teatralia.pl
brak w repertuarze
Prasa o spektaklu